Camino Frances - dzień 14, Monte do Gozo

2010-09-20 00:14:59

Dzień 14 upłynął pod znakiem zaufania. Trzeba było bardzo zawierzyć Panu nasz los, bo do przejścia mieliśmy 35km. Taki wyczyn dla większości z nas wydawał się po ludzku niemożliwy. Ja sama wiedziałam, że każdy odcinek 20km przechodziłam z trudem, 27km ledwo – i to po płaskim, szosą. Ale 35km?!? Falistym terenem?!? Mój rozum mówił: nie! Do tego wszystkie znaki na niebie(chmury) i na ziemi(prognoza pogody) wskazywały, że będzie padać. Czyli nie dość, że raczej nie dojdziemy, to jeszcze nie będzie gdzie postoju zrobić oraz wszyscy się pochorujemy!
Na szczęście plan Pana dla nas był inny od naszej przesyconej katastrofizmem wizji – dzięki chmurom było chłodno i przyjemnie się szło nawet w południe słoneczne, które w Hiszpanii jest o 14 :) Nie spadła ani kropelka deszczu i zdecydowana większość z nas doszła do celu, choć rozpiętość czasu naszych powrotów była dość spora – od 15.30 do 18.30!
O 20 na spokojnie odprawiliśmy Eucharystię. Kaplica przy ośrodku prowadzonym przez o. Romana okazała się nieco przyciasna dla naszej siedemdziesiątki, jednak ścisk dodał nam tylko poczucia wspólnoty.
Zatrzymaliśmy się w Monte do Gozo, jest to miejscowość na szczycie góry, z której widać było nasz cel – Santiago de Compostela. Co przyniesie jutro – zobaczymy. Santiago nie wygląda zbyt malowniczo z góry(powiedzmy sobie szczerze – mało które miasto wygląda ładnie z lotu ptaka), ale uroku dodaje mu fakt, że gdzieś pomiędzy klockami fabryk i hoteli  oraz drzewami porastającymi górę ukrywa się (dość skrzętnie) katedra św. Jakuba, wraz z jego grobem. Miejsce, do którego zdążaliśmy od 14 dni. Grób apostoła, który towarzyszył nam przez tyle czasu i który jest patronem mojej grupki formacyjnej – parafia warszawska, przy której działamy jest właśnie pod wezwaniem św. Jakuba! Nie mogę się więc doczekać, żeby go objąć(figurę znajdującą się w prezbiterium, bo to taka tradycja) i podziękować mu za tyle dobrego, ile doświadczyłam w „jakubowej” wspólnocie oazowej oraz na „jakubowym” szlaku. Jesteśmy też umówieni z paroma cudzoziemcami, którzy dotarli do Santiago wcześniej, ale obiecali na nas poczekać. Na Mszy świętej o 12 w katedrze ma być także nasz znajomy biskup toruński Józef.
Szkoda tylko, że to oznacza koniec naszej wędrówki.

Ula

skomentuj (0)


Strona główna