To nie koniec, to dopiero początek. Jestem tego pewien. Camino było tylko wstępem do Operacji Madryt, która się teraz rozpocznie na dobre. Jeśli takie rzeczy były naszym udziałem teraz to jakie będą wkrótce?
Dziś po raz pierwszy usłyszałem chór wyśpiewujący hmn pątników Camino. To była pieśń nowych męcznnikó. Męczenników za Kościół, którzy przyszli by na wzór Apostoła oddać swe życie Kościołowi. Naróżniejsi, kolorowi, wyjątkowi, zdecydowani. Kied na mszy świętej klęczałem obok szyby, za którą wiatr niemiłosiernie targał krzak róży, zrozumiałem, że Camino dopiero otworzyło nam ścieżkę ewangelizacji. To wytapianie nas przez cały szlak miało na celu przygotować nas na drogę ku świętości. Na bycie współczesnym Jakubem, męczennikiem, człowiekiem pewnym i odważnym. Ta świętość przychodzi na nas niezależnie od stanu wiedzy, wieku i innych względnie opisujących nas rzeczy. Osobiście, bardzo imponowała mi otwartość na właśnie taką świętość grupy lubelskiej. To ostatnie ekipa jaką powinienem Ci przedstawić. Jej charyzmatem jest przchodzenie jako ostatni, ale to wcale im ani nam nie przeszkadzało. Agnieszka, która prowadziła grupę, jest profesorką KULu, wykłada logikę i świetnie prowadzi śpiew. Ania, ktora bez błędnie dogadwała się z Hiszpanami i zakonnikami uratowała nam żcie, bo to dzięki niej mieliśm gdzie spać. W tej grupie do Jakuba podążała również Ela, którą zapamiętam ze wzglęu na jej lekkie zdezorientowanie całą stuacją co mnie wybitnie rozwalało (chociaż dziwczyny z moej grupy często ją w tym przebijał). Ostatnim członkiem grupy lubelskiej był Przemek, kleryk z Lubelskiego seminarium. Jeśli miałbym go opisać to wystarczłoby mi tylko jedno zdanie: takich księży daj nam Boże! Świadków i męczenników świętości.
P.S. Do Santiago zostały nam 4,5 km Jutro zacznamy naszą Drogę
Tagi: monte de gozo
skomentuj (0)