Pamiętacie zapewne ten klasztor, który opisywałem ostatnim razem. Postanowiliśmy zostać tam cały dzień, aby odpocząć, nabrać sił i jutro spotkać się z grupą idącą camino Frances. Dzień ten wspominam jako jeden z dziwniejszych (bo to chyba jego najlepsze określenie) jakie przeżyłem do tej pory.
Jakie to uczucie kiedy o 8.00 budzą Cię kościelne dzwony, a przez na wpół otwarte drzwi widać oświetlony krużganek i ogród? Niesamowite! Od rana czuć było atmosferę spokoju, koncentracji i modlitwy. My postanowiliśmy nie zaburzać tej nieziemskiej aury i wynieśliśmy się do miasta by odpocząć, spróbować miejscowych specjałów, i skorzystać z wszechobecnej siesty. Umówiliśmy się na Mszę Świętą na godzinę 15.00 w starym kościele. To było niesamowite kiedy weszliśmy do tego kościoła. Ksiądz Marek powiedział znamienne słowa: ,,To piękne, ale i przerażające za razem”. Kościół świecił pustkami, nie było nic oprócz kamiennego ołtarza i dopiero nasza modlitwa na nowo go ożywiła. Powoli nasze głosy zaczęły przywracać życie starym murom. I tak trwało aż do wieczora kiedy podczas wigilii Zesłania Ducha Świętego przy świecach śpiewaliśmy uwielbiając Boga, powierzaliśmy się Duchowi Świętemu i wzywaliśmy Go w modlitwie wstawienniczej. Jakie będą tego owoce? Zobaczymy w przyszłości, ale Niemka, która nas spotkała gdy wychodziliśmy z kościoła powiedziała, że jesteśmy wspaniałym chórem.
Tagi: sobrado de monxes
skomentuj (0)